Pożegnanie-wiersz


Pożegnanie

jak będzie wyglądać, myślałam

czy to coś zmieni gdy się do łez wzruszę?

a jednak, gdy „dziękuję za wszystko” dodałam

na pożegnanie, podnieść rękę muszę

bo słona kropla, co moje uczucia odkrywa

dławi się struna, głos się łamie

już koniec, w przestrzeń dźwięk odpływa

znika w otchłani- cyberoceanie

nic to nie pomoże, rozpaczać nie trzeba

jak Bóg da, nowe przyjdą losy

uczucia nie są jak wrośnięte drzewa

uniosą się z nadzieją pod niebiosy

a spadną, gdzie przyjaźń dojrzewa.

Dla Ani

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Opowiem Ci bajkę…


Od najmlodszych lat wpaja się Nam zasady dobrego wychowania, uczy Nas co jest dobre, a co złe. W kontaktach z innymi zbieramy doświadczenie, które warunkuje zachowanie w kolejnych latach życia i to doświadczenie utrwala nam schematy postępowania w otaczającym nas świecie.
Dlaczego tak łatwo zapominamy, że czynienie dobra innym niesie za sobą ogromny pożytek dla Nas samych? Czy bajki, baśnie poznane w dzieciństwie nic dla dorosłych nie znaczą, czy tracą na wartości w konfrontacji z rzeczywistością? Dlaczego przestajemy marzyć o pięknym świecie, w którym ludzie żyją w zgodzie, a marzenia dla wiekszości z Nas to realizacja wyłącznie własnych pragnień?
A przecież nie trzeba mieć, żeby coś dać.

Pewne wydarzenia ostatnich dni nasunęły mi pytanie- czy potrafimy pomagać?
Większość z Nas zapewne odpowie sobie twierdząco myśląc- co w tym trudnego?
Zgodzę się, że nie jest to skomplikowana sprawa, gdy się to potrafi. A nie każdy umie, wierzcie mi. U mnie też bywa z tym różnie, ja się dopiero uczę.
Gdy mamy do czynienia z bliską osobą, sprawa jest ułatwiona- znamy raczej sytuację dobrze, wiemy w czym problem, jak ułatwić życie. Możemy wyprzedzać myśli, a przede wszystkim być blisko.
Inaczej jest gdy nie znamy bezpośrednio osoby. Jak pomagać mądrze, aby nie zaszkodzić potrzebującemu, ani też sobie?
Z pewnością wielu z Was pomyśli o zasadzie „ryby i wędki”. I słusznie, bo nie sztuka uzależnić kogoś od pomocy, ale sztuka dać mu szansę na odmianę swego losu- dopiero taka pomoc jest konstruktywna i niesie za sobą wartość wymierną.
Nie znaczy to , że nie nakarmimy głodnego, nie napoimy spragnionego, nie zezwolimy na spoczynek utrudzonemu, nie ochronimy zlęknionego. Jednak każdy człowiek ma własną godność i należy ją uszanować, uważając aby nie przekroczyć tej cienkiej granicy.

Opowiem Wam pewną historię, o tym, jak wzajemna potrzeba pomocy narodziła przyjaźń.

Pewna kobieta była w trudnej sytuacji i choć miała pracę, potrzebowała dodatkowych pieniędzy. Postanowiła poszukać sobie zajęcia, które mogłaby wykonywać w wolnym czasie. Nie szukała długo, dostała propozycję pracy dla pewnego niemłodego już małżeństwa. Miała pewne obawy, gdyż już raz doznała krzywdy od starszego pokolenia. Spotkali się jednak i omówili szczegóły. Praca nie była wymagająca, a atmosfera w domu Państwa miła, rodzinna, choć zrozumiałym był początkowy dystans, kobieta musiała zapracować na zaufanie. Czas mijał, kolejne wizyty w domu pacodawców rodziły coraz wiekszą zażyłość, choć kobiecie było czasem ciężko, bez odpoczynku po pracy, bez posiłku. Jednak korzyść była obustronna- staruszkowie mieli posprzątany dom, cięższe zakupy przyniesione do domu, a kobieta otrzymywała zapłatę. Pobyt kilkugodzinny pozwalał często na rozmowy i wymianę poglądów, cała trójka przypasowała sobie do gustu, poznawali się coraz bardziej. Wkrótce rozchorował się Pan i niedługo odszedł. Smutku, łez nie było końca. Kobiecie niezręcznie było w tych momentach, jak bardzo intymnych, była przecież obcą osobą dla tej staruszki, często nie umiała jej pocieszyć. Zajrzała jednak w głąb serca i stamtąd dobierała słowa otuchy dla samotnej Pani. Wdowa miała wiele życzliwości dla swojej opiekunki i z czasem zaczęły poruszać dość osobiste tematy, obie zgadzały się co do tego, że ich znajomość to coś więcej niż praca- pomimo różnicy pokoleń zgadzały się w wielu sprawach. Kolejne nieszczęście dotknęło staruszkę. Tym razem straciła ukochanego syna. Rozpacz była nie do opisania. Kobieta nie potrafiła ukoić żalu zrozpaczonej matki, ale zawsze próbowała poświęcić tyle czasu, aby staruszka czuła się wysłuchana i czas spędzany u niej w domu coraz bardziej się wydłużał. Kobiety często mowiły o zależności od siebie, o sympatii jaka się zrodziła, wzajemnej potrzebie kontaktu i zainteresowania. Dziś zniknęły zależności finansowe, a przyjaźń trwa nadal.
Pozytywna energia i dobroć mieszkańców domu sprawiły, że obca osoba stała się częścią tej rodziny, a wzajemne poszanowanie sprawiło, iż pomimo wcześniejszych przykrych doświadczeń, młoda osoba znalazła bratnią duszę w „przyszywanej’ babci.
Bariera pokoleniowa zniknęła dzięki temu, że obie strony potrafiły sobie zaufać, okazały dobrą intencję. A przede wszystkim wnikliwą obserwacją i wyczuciem pomogły nawiązać nić przyjaźni.

Jeśli chcecie zrobić coś dla siebie, rozejrzyjcie się wokół i zróbcie coś dobrego dla innych.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Religia tak, albo nie.


Żyjemy w kulturze, dla ktorej religia jest ważnym elementem życia, ale też w czasach gdzie nie ma dla niej miejsca wśród części społeczeństwa. W moich oczach- okres II Wojny Światowej i przed nim, wiadomo- „Bóg, Honor, Ojczyzna”… ale co stało się później? Przyszedł komunizm i wszystko posprzątał- wyjałowił dusze. Dziś to pokolenie wychowane w socjalistycznym duchu, pod hasłem: „Religia, opium dla mas” jest już mocno dojrzałe i nie bardzo wie, gdzie jest jego miejsce w Dziele Boskiego Stworzenia. Szczególnie, że dwadzieścia lat temu dobro znów zatriumfowało, więc całkiem się pogubiło. A ich dzieci nie miały szansy na rozwój duchowy, bo nakazano im nie wierzyć.

Tymczasem religia jest mi niezbędna do życia jak powietrze, woda i pożywienie. Skoro więc mamy wolność słowa i wyznania, to ja mówię „tak, poddaję się” i jestem wdzięczna Bogu, że nie zamknął się przede mną i cierpliwie na mnie czekał.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Mieć, czy nie mieć?


Minimalizacja potrzeb to w mojej ocenie minimalizacja oczekiwań. Nie takie proste  chcieć mniej. Już sobie wyobrażam, jak część z Was mówi sobie: „to niemożliwe”! A jednak możliwe. Jedni uczynili to pozbywając się z dnia na dzień ciężaru i z zerowym kontem rozpoczynają życie od nowa. Inni znów nie mając zbyt wiele, mimo dotychczasowego parcia na „muszę dorównać normie”, obrócili przymus w satysfakcję z już osiągniętego. I dotyczy to zarówno sfery uczuciowej, jak i materialnej. Ja jednak chciałabym skupić się w swojej wypowiedzi na tej drugiej, gdyż to ona w głównej mierze napędza koniunkturę.

Z ekonomicznego punktu widzenia nabywanie dóbr napędza gospodarkę (tak w ogromnym skrócie), a w opinii specjalistów w ostatnich latach uchroniło nasz kraj przed kryzysem. Osobiście mam inne zdanie, bo „życie” zdrożało znacznie, a pensje (jak zwykle) nie dorównały inflacji. Wierzę, iż w skali kraju, to dofinansowania z UE pozwoliły Nam przetrzymać ten trudny okres, nie rezygnując z inwestycji… Ale o czym to chciałam… No więc kupowanie poprawia dochód państwa, ale niestety kosztem przeciętnego Polaka, bo ten aby sprostać potrzebom żyje na kredyt. Niby nic nowego, lecz przeraża fakt, iż coraz częściej za pożyczone pieniądze nie kupujemy już produktów długofalowego użytku, a przejadamy je (bo z pensji Nam nie starcza). A to znów kosztuje więcej, bo trzeba doliczyć procenty dla banku. Nasuwa się pytanie- gdzie leży granica? Tej granicy nie ma, tyle, że różnice pomiędzy ubożejącymi i bogacącymi się będą narastać, w myśl powiedzenia „pieniądz robi pieniądz”.

Powracając więc do założonej na początku tezy, znów muszę zwrócić uwagę, że obniżenie chęci posiadania (często dla samej przyjemności) pozwoliłoby na częściowe wyrównanie Naszego poziomu życia i zwiekszyło zadowolenie. Dlaczego niezapomniane czasy PRL-u tak często wspominane są jako czasy dobrobytu, choć tak naprawdę go nie mieliśmy? Otóż uważam, że dlatego, iż zbliżony poziom egzystencji i podobny status posiadania (z racji niedoborów produkcyjnych i reglamentacji żywności) rozładowywał napięcia międzyludzkie na tym tle. W erze demokracji moglibyśmy dokonywać wyborów co do stanu posiadania, gdybyśmy tylko zwrócili uwagę na dobroczynność takiego założenia, że otaczanie się pięknymi przedmiotami (lub zastępczo ich ilością) nie czyni z Nas lepszymi, ani szczęśliwszymi.

Tematowi „bezsensu dzisiejszego świata” chciałabym poświęcić osobny rozdział, a może i stronę, jeszcze nie wiem.

Zdaję sobie sprawę, że problem dotyczy przygniatającej większości, mimo tego warto podjąć próbę jako jednostka. My nie stracimy nic (wręcz przeciwnie), a zyskają wszyscy (którzy się uwolnią od materializmu). Ktoś mi zarzuci, że bez popytu świat nie będzie się rozwijał, a ja Mu na to- właśnie że tak, ale wolniej. I co w tym złego?

Być może moje słowa brzmią lakonicznie i z pewnością mnóstwo osób przede mną już je wypowiedziało (choć płyną z głebi mego serca), to nie znaczy jednak, iż nie należy do nich wracać.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Kilka słów na początek…


Myślę, że wiele osób się ze mną zgodzi co do myśli przewodniej tego bloga. Większość z Nas miewa okresy, kiedy mamy już przesyt „dobrodziejstw” życia i zwalniamy tempo w poszukiwaniu brakującego do szczęścia ogniwa. Tym ogniwem jest uduchowienie. I jest nierozłącznym elementem poczucia wartości, bez względu na stopień wiary, wyznanie czy kulturę.

Czy możemy więc uczynić coś, aby to uczucie mogło nam towarzyszyć całe życie?

Otóż, tak. Jest wiele do zrobienia w tym zakresie, jednak są pewne warunki, które należałoby spełnić:

Myśl pozytywnie w każdej sytuacji. To pozwoli okiełznać pierwszy wybuch gniewu lub złości  lub rozczarowania. Poza tym pomyśl, że nie jesteś sam, że zawsze znajdzie się ktoś, kto ma od Ciebie mniej szczęścia (w sensie powodzenia), albo posiada mniej- w zależności od sytuacji. I nie chodzi tu o radzenie sobie ze stresem, bo na to każdy ma inny sposób, ale uzmysłowienie sobie, że tak naprawdę przestaliśmy panować nad własnymi emocjami. Brakuje Nam opanowania, które zostało zdeterminowane przez narastające potrzeby.

Dookoła często słyszę głosy, że obecnie czas mija nam o wiele za szybko. A tak naprawdę sami napędzamy swoje życie pracując zbyt dużo (to jeden z powodów). Oczywiście nie jest tak łatwo wyrwać się z błędnego koła i nagle zacząć wolniej żyć, trzeba zacząć od zmiany nastawienia. Zdarzyło mi się ostatnio przeczytać historie ludzi, którzy porzucili swój dotychczasowy tryb życia, na rzecz spełnienia się…i się nie zawiedli-odnaleźli sens istnienia. Ja, w ostatnich latach w jakimś stopniu, także dokonałam przeobrażenia i choć nie musiałam budować swego szczęścia gdzie indziej, jestem szczęśliwa. Jednak nie mogę spocząć na laurach, nieustannie konfrontuję się z rzeczywistością.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze